Włączyła muzykę, która przenikała ją do głębi. Otworzyła
opakowanie czekolady z orzechami i kostka po kostce rozpływała się z nią. Nie
było jej ani smutno, ani źle, choć może podświadomie czuła zbliżającą się
lawinę melancholii. Bez zastanowienia otworzyła drugie opakowanie czekolady –
pochłonęła ją równie szybko co pierwszą. Tak, to zbliża się melancholia –
myślała. Gdy skończyła tabliczkę, usiadła na parapecie i odpaliła papierosa.
Noc była cicha i wilgotna. Miętowy dym łechtał jej podniebienie, a tym samym
wdzierał się do płuc powodując, że jej samopoczucie na chwilę stawało się
lepsze. Oby to nie była melancholia – krzyczała niemo. Jak się później okazało,
to nie był smutek, to była przed okresowa świnia. ;)